środa, 10 września 2014

Rozdział XXV

On:

Stał chwilę w bezruchu. W końcu gdy pierwszy szok minął przyszła wściekłość. Nie na Lenę choć ukryła przed nim swoją ciążę, ale na Maćka, który wmówił mu, że dziewczyna nie żyje. Musiał też przekonać jakoś pielęgniarkę, by go okłamała.
Zacisnął dłonie w pięści i zrobił to na co miał od dawna ochotę. Podszedł do Maćka, odwrócił go twarzą do siebie i nie zważając na jego przestraszoną minę uderzył go najmocniej jak umiał z pięści w twarz.
-Ty kretynie!- wydarł się- Jak mogłeś?! Nie dość, że Lena żyje to jeszcze urodziła moje dzieci! Miałem prawo wiedzieć, być przy niej!
-Nie!- Kalandyk od razu zaprotestował- Nie masz ani do niej, ani do dzieci żadnych praw! Lena jest moją narzeczoną i zamierzam uznać jej dzieci, a niedługo się z nią ożenię.
-Nie będzie żadnego ślubu! Dzieci też ci nie oddam! To ja jestem ich ojcem!
-Ale to ja byłem przy Lenie przez całą ciążę, to ja chodziłem z nią do lekarzy, opiekowałem się nią, wspierałem, załatwiałem wizyty u specjalistów. Te dzieci są bardziej moje niż twoje- powiedział pewnie chłopak.
Po tym stwierdzeniu już nie wytrzymał. Zamachnął się i znów uderzył Maćka. Chłopak zerwał się i chciał mu oddać, ale bez problemu złapał jego rękę i wykręcił do tyłu.
-Odzyskam Lenę i dzieci- warknął- Zapamiętaj to sobie.
-Nawet nie wiesz jak mają na imię, nie znasz płci.
-Dowiem się wszystkiego.
Puścił Kalandyka i pośpiesznym krokiem wrócił do sali Nowakowskiego. Środkowy zdziwił się na jego widok.
Dopiero teraz zaczynało to wszystko naprawdę do niego docierać. Nie stracił Leny, nadal żyła. Miał szansę ją odzyskać. Kolejna myśl sprawiła, że zalała go fala ciepła, nieopisanej miłości i czułości. Był ojcem. Miał z ukochaną kobietą dwójkę dzieci. Musiał się o nich wszystkiego dowiedzieć.
-Jestem ojcem- wypalił.
-A ja Świętym Mikołajem- zadrwił Pit- Kurek co ci bije?
-Ja mówię poważnie! Ta dziewczyna z chorym sercem, o której mówił lekarz to Lena! Ona żyje i dziś urodziła moje dzieci!
-Pierdolisz- Piotrek aż wstał.
-Tylko znów mam Maćka na drodze. Ubzdurał sobie, że uzna dzieci moje i Leny- podkreślił słowo „moje”.
-Nie ma prawa. Wiesz, że to twoje dzieci, więc ojciec jest znany i przede wszystkich chcesz je.
-A co jeśli Lena tego nie potwierdzi?
-Są badania DNA, nie przejmują się. A widziałeś ją?
-Nie. Ani jej, ani dzieci- usiadł na krześle- Muszę się jakoś do nich dostać, ale pewnie Maciek będzie ich pilnował.
-Pomogę ci i mam plan- uśmiechnął się środkowy.
Wysłuchał pomysłu Nowakowskiego, który bardzo mu się spodobał i musiał się udać. Zabandażował Piotrkowi oczy i wyprowadził na korytarz. W końcu znalazł Kalandyka, który rozmawiał z lekarzem. Gdy doktor się oddalił popchnął środkowego na Maćka.
-Przepraszam- Pit zaczął odgrywać swoją rolę.
-Nie ma za co- Kalandyk pomógł mu złapać równowagę.
-Pomoże mi pan dostać się do sali? Nic nie widzę i nie mogę trafić.
-Oczywiście.
Gdy Nowakowski razem z Maćkiem oddalili się szybko wszedł do sali pod którą stał Kalandyk z lekarzem.
Na łóżku leżała Lena i trzymała dziecko, drugie leżało w łóżeczku postawionym obok. Nie umiał powstrzymać łez wzruszenia.
-Lenka- szepnął.
Dziewczyna gwałtownie podniosła głowę i spojrzała na niego z przerażeniem. Zbliżył się i spojrzał na trzymane przez nią dziecko. Chłopiec. Zajrzał do łóżeczka. Dziewczynka. Uśmiechnął się i wrócił wzrokiem do Leny.
-Kochanie … -przerwała mu.
-Nie mów tak do mnie. Co ty tu robisz?
-Przyjechałem do Piotrka, bo ma kontuzję i na szczęście dowiedziałem się przez przypadek o tobie, o tym, że żyjesz, że urodziłaś nasze dzieci.
-One nie są … -tym razem on jej przerwał.
-Nie próbuj mi wmówić, że nie są moje, bo wiem, że to kłamstwo.
-No dobrze są twoje, ale nie chcę, żebyś uczestniczył w ich życiu. Będę je wychowywała z Maćkiem. Proszę wyjedź i zapomnij o mnie, o dzieciach.
-Czy ty się słyszysz?!- nie wytrzymał- Jak mam o was zapomnieć? Lena kocham cię i kocham nasze dzieci.
-Proszę przestań kłamać- po policzkach dziewczyny poleciały łzy.
-Ja nie kłamię. Kocham cię- usiadł na jej łóżku i spojrzał jej w oczy- Spójrz na mnie- poprosił, a ona to zrobiła- Przyznaję, że na początku chciałem mieć przy sobie serce Natalii, ale to szybko zeszło na drugi plan, stało się nie ważne, bo się w tobie zakochałem. Nie powiedziałem ci sam prawdy, bo bałem się, że mnie zostawisz. Wariowałem bez ciebie, omal nie oszalałem jak Maciek mi powiedział, że nie żyjesz, nie umiałem w to uwierzyć. Gdy dziś się dowiedziałem, że żyjesz i urodziłaś nasze dzieci … bałem się, że to tylko sen, że zaraz się obudzę i wrócę do rzeczywistości, ale to prawda. Jesteś tu, trzymasz na rękach naszego synka, tam leży nasza córeczka. Lenka to owoce naszej miłości. Pozwól mi być przy tobie i każdego dnia udowadniać ci jak bardzo cię kocham.
Widział, że dziewczyna nie wie co ma powiedzieć. Starł słoną ciesz z jej policzków i delikatnie pocałował ją w usta. Gdy się odsunął Lena miała zamknięte oczy.
-Wybrałaś imiona?- spytał.
-Tak.
-Powiesz mi jakie?
-Dla dziewczynki Liliana Sandra, a dla chłopca Natan Bartosz.
-Piękne. Lenka nadal możemy stworzyć pełną, szczęśliwą rodzinę. Wystarczy, że powiesz słowo.
-Bartek ja jestem narzeczoną Maćka.
-Wiem, że mnie kochasz. Czuję to. Twój związek z Maćkiem nie przetrwa, bo nic do niego nie czujesz.
Lena otworzyła oczy. Patrzyła na niego jakby starała się odczytać czy mówi prawdę. Miał nadzieję, że dziewczyna zrozumie jak bardzo jest dla niego ważna. Ona i ich dzieci. Oczy Leny napełniły się łzami.
-Kochanie wróć do mnie- poprosił.
Milczała. Widział, że się waha i to dało mu nadzieję. Nadal mimo tego, że ją okłamał kochała go. Położył dłoń na główce synka. Lena spojrzała na chłopca, a później znów na niego. Zagryzła wargę.
-Lenka?
-Bartek ja … -zaczęła, ale przerwała gdy ktoś wszedł do sali.
-Co to ma znaczyć?!- usłyszał głos Maćka- Wynoś się stąd!
-Nie masz prawa mnie wyganiać- wstał i odwrócił się do chłopaka- Tu są moje dzieci i mam prawo być przy nich.
-Nie masz prawa! Wyjdź!
Uznał, że nie będzie się kłócił przy dzieciach i podszedł do drzwi. Przed wyjściem spojrzał na Lenę, a ona patrzyła na niego. Uśmiechnął się lekko i opuścił salę. Gdyby nie Maciek możliwe, że Lenka by do niego wróciła, ale już się łamała, a to utwierdziło go tylko w postanowieniu, że z niej nie zrezygnuje.
 
Jest i kolejny rozdział, mam nadzieję, że wam się podoba. Ja teraz lecę oglądać mecz i kibicować ;)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ